Uwaga
  • Folder doesn't exist or doesn't contain any images

Przypominam sobie, że w dzieciństwie głaskałam go, a on się nawet przymilał ... a może to tylko sen ... dziś już nie wiem. Tyle tych snów kolorowych miałam przecież w dzieciństwie ... chyba mnie nawet nieco lubił, no cóż, należałam kiedyś do pejzażu krakowskiego tak jak on, zanim jeszcze zostałam "wyjechana"  z Polski...  nigdy mnie nie ugryzł, a nawet, za co do dziś jestem mu bardzo wdzięczna, nie zjadł! żadnej innej krzywdy nie zrobił. Może przyzwyczajał się w jakiś sposób do rodowitych krakowianek ... nawet tych, które zgubiły wianek... 

Trochę straszny, sympatyczny jednak, nie miałam w dzieciństwie żadnego domowego zwierzątka. Zaadoptowałam go więc, pielęgnowałam, jak modne niegdyś, tomakoczi. Myślałam często o nim. O naszych wspólnych zabawach, jak cudownie byłoby na nim pojeździć sobie, a nawet wzlecieć w błękit nieba ptakom podobni, przecież ma skrzydła. Pogłaskać go, podzielić się czekoladką, kokosikiem, nawet drugim śniadaniem, którego nigdy nie jadłam, lecz wyrzucałam (za co zresztą było „lanie”, jeśli sprawa wyszła na jaw). To lanie dla „zdrowia dziecka” i tzw. „dobrego wychowania” przerażało bardziej, niż ziejący siarką smok. A było to dla DOBRA! nie zapominać - rzadko jednak komuś wychodziło na dobre ... często boli do dzisiaj ... siniaki, jak po uderzeniu ogonem smoka, zostały na duszy. W „czarnej skrzynce” naszego życia, jak ją zwykłam określać. 

Wiele miast zazdrościło wyraźnie tego stwora, tej potwory, dziwoląga etc. Warszawa i Wiedeń stworzyły sobie więc niejakiego „bazyliszka" - powiedziałabym karykaturę naszego dorodnego smoka! ale niech sobie mają, skoro ich to cieszy, żaden bazyliszek i tak nie zrobił takiej kariery, można by rzec światowej, jak nasz rodzimy smok wawelski. 

Dzisiejsze dzieci myślą nieprawidłowo, że to był dinozaur, ale jak ja byłam dzieckiem to dinozaury ukrywały się jeszcze głęboko w podziemiu. No, cóż, takie to były nieciekawe czasy. 

Mnie smok kojarzył się też z lokomotywą Juliana Tuwima - „ciężki, ogromny i pot z niego spływa”, w dodatku „bucha i sapie, sapie i dmucha, żar z rozgrzanego mu brzucha bucha, ach!, jak gorąco”,mniej więcej tak to jakoś brzmiało. Smok wyrażał grozę jak ta niezwykła lokomotywa. Taki więc obraz jawił mi się przed oczami. 

Z każdej rasowej bajki winien wynikać jakiś morał - smok inspirował mnie przez całe życie i do pewnych przemyśleń, jak na przykład na temat wiary, filozofii, historii... do rewidowania poglądów politycznych, wszak Związek Radziecki też od dawna zwano „glinianym smokiem”, który w swojej straszliwej grozie jest w rzeczywistości ... słaby, bezradny, a już na pewno nie groźny. 

smok

biega do dziś ulicami,

choć nikt dokładnie

powiedzieć nie umie

„w jakich latach żył”

zjadał ludzi, siarką zionął

i potworem był,

czasem może nawet pił

o Boże!

żeby jeszcze wino tylko 

symbol zła, więc diabła, szatana, czarta, biesa, bestii, czarownic, wiedźm, wampirów, mar nocnych lub innych zmór, grozy, zniszczenia, ognia ... 

smoka zastąpiły następnie bomby, gułagi, łagry, karabin maszynowy, obozy koncentracyjne, czołgi, gazy, samoloty, eksperymenty „naukowe”, „medyczne”, ział cyklonem B do komór gazowych, pochłaniał ofiary ogniem krematoriów, zjawiał się w postaci bomby atomowej ...

konsekwentnie siejąc wokół zniszczenie. A i  dzisiaj wcielił się w tak zwany niewinnie „mobbing”, co zabija bez rozlewu krwi, wskazuje gałąź, na której – ku ucieszy gawiedzi – masz się powiesić. 

Choć dalej straszy i śmieszy, jest zwierciadłem, które odbija to, co w nas złe, gorsze, najgorsze. Smok to MY w nas samych.

Choć przecież w innych kulturach ma zupełnie różne znaczenie. Symbol Krakowa, zabawka z pluszu, zielona lub w kolorze pink, zresztą we wszystkich innych barwach i odcieniach tych barw ... wolna amerykanka, chciałoby się rzec. Towarzysz w drodze do piekieł, niebeł, chybryda, krokodyl, dinozaur, aligator, jaszczur, jaszczurka, którą kocha Barcelona, wąąąż...

pełen symboliki, do dziś tajemniczy, zagadkowy. 

Dawid i Goliat, wszak skromny Szewczyk Skuba czy Kuba pokonał strasznego smoka, pokonał potwora podstępem. Napełnił barana siarką, smok zjadł barana, płonęło mu wnętrze, więc wypił całą rzekę Wisłę i pękł. Rzeka Wisła może dlatego do dzisiaj jest tak bardzo zanieczyszczona! a może Szewczyk Skuba podłożył bombę, czyli był pierwszym terrorystą i wysadził smoka? trudno dzisiaj dociec. sprawa dla policji kryminalnej, ale z pewnością w aktach pod hasłem: „otwarte” lub „niewyjaśnione”. Historia, niestety, zna takie przypadki. 

Szewc nie pojął za żonę pięknej królewny Wandy, więc nie doszło do pierwszgo w świecie mezaliansu, pojęcie takie jak „demokracja” też było jeszcze obce. Wanda potem „w zimnej utonęła Wiśle”, „bo nie chciała Niemca”, ale to już zupełnie inna historia. Z pewnością jednak po doświadczeniach ze smokiem pozostała jej trauma, a nie było wówczas raczej pomocy psychologicznej. 

W Krakowie „cumelek” nazywany jest „smoczkiem”. „masz tu, dziecię, smoka” – mówią matki krakowianki do swoich rozwrzeszczanych pociech. Szkodzi na zęby, ale uspakaja i wyrabia nawyk ssania u dzieci, różowiutki, czyściutki ... zastępuje smaczną pierś. 

Smocza jama, smocza grota, smocza jaskinia ... do dziś na wiecznym Wzgórzu Wawelskim. Smok ma swój pomnik, zieje siarką, ogniem, wzbija jak Pegaz w niebo. Ma przecież skrzydła. Za chwilę może więc odlecieć, na przykład do ciepłych krajów.

Bardzo silnie i wyraziście funkcjonuje w mojej podświadomości, wyobraźni jest do dzisiaj w niej obecny. 

smok sie smoczy

smołą w oczy

siarką zieje

rdzą broczy

kogut pieje

więc już dnieje

a on ciągle

wyje wyje

smoczy w oczy

smoczy smok

bywa inspiracją do tak zwanej „radosnej tworczości”. 

W ikonografii przedstawiany wraz z św. Jerzym, który dzielnie z nim walczy. Jerzy miał nawet przez niego problemy! podważano mu świętość, bo czy ktoś gdzieś widział smoka? no, chyba nie ... tylko my tu, w Krakowie.

Uosobienie ZŁA w ikonografii. zło jest pojęciem abstrakcyjnym, więc trzeba mu było nadać kształt, najlepiej i groźny, i tajemniczy. Taki jest nasz bohater - „zło w pigułce”, w konserwie, w bańce mydlanej ... sama synteza i czysta kwintesencja.

Zamieszkal we mnie - nie jednak jako zło. Jako  reminiscencje dzieciństwa, szkoły, rodzinnego miasta, tradycji ... stał się inspiracją. Jak potem emigracja. napisałam więc: emigracja?  inspiracja? 

Do dziś nie wiem kim czym jest - kim czym jesteś naprawdę?

A może moim wyśnionym krolewiczem, którego całe życie pragnęłam spotkać, lecz nie spotkałam, ale gdybym cię pocałowala może cały czar by prysnął?

Wawel bez ciebie nie byłby Wawelem. Kraków nie byłby Krakowem - nie byłoby legendy, o którą świat dziecięcy zostałby niezwykle zubożony. Tysiące wariacji wokół twojego tematu. Literatura miałaby białą czarną plamę - nie wiem, naprawdę nie wiem, kim, czym jesteś? ale jesteś! constansem, skałą. w tradycji narodu, w jego świadomości, w legendzie, literaturze, historii, historiozofii. .. wszechobecny, jak ZŁO, jak dobro, zakorzeniony na wieczność w dziejach polskich i powszechnych. Dziedzictwie.

Bajka o smoku wawelskim. 

Inspiracje.

Smok wawelski, bajka krakowska: dawno, dawno temu w Krakowie żył smok wawelski. Mieszkał na wzgórzu wawelskim w grocie. Ział ogniem i zjadał wszystkie zwierzęta, a gdy zabrakło zwierząt - ludzi. Chciał zjeść też piękną królewnę Wandę. Przyjeżdżali rycerze i starali się pokonać smoka, ale żadnemu się to nie udało. Na wspaniały pomysł wpadł jednak szewczyk Skuba - zabił barana, napełnil go siarką i podlożył pod smoczą jamę. Rano smok ucieszył się bardzo, że sniadanie na niego już czeka. Połknal barana. Siarka zaczęła trawić wnętrzności, więc pił rzekę Wisłę. Wypił ją całą i - pękł.

Kraków stał się wolny! 

Marzanna Danek – Hnelozub

nauczycielka języka polskiego jako języka ojczystego w szkolach austriackich w Dolnej Austrii i Burgenlandzie

27 grudnia 2015, Austria

2326 Lanzendorf

 kategoria wiekowa dorosły

Fot. Smok Wawelski według Henryka Lewickiego - namalowany na prośbe Organizatora Konkursu

Jeśli tekst ci się spodobał, to oddaj swój głos w prawym dolnym rogu ;-) na stronie internetowej: http://www.egminy.eu/culture/read/id/5208