Uwaga
  • Folder doesn't exist or doesn't contain any images

 

Według regulaminu konkursu, kolejna edycja odbywa się w kraju kandydata, który konkurs wygrał. Dla Austrii to wielki zaszczyt, tym bardziej, że od ostatniego sukcesu Merci Chérie Udo Jurgensa, minęło 48 lat (!). Po sukcesie w 1966 roku przez wiele lat Austriacy musieli łykać werdykty jury z niezliczonymi, dołującymi „null point". Dlatego jest rzeczą zupełnie naturalną, że dzisiaj mieszkańcy kraju Alp cieszą się jak małe dzieci i stają na głowie aby świat zapamiętał uwieńczenie ich długo wyczekiwanego sukcesu. Można śmiało powiedzieć, że Austriacy oszaleli na myśl, że od 21. do 23. maja 2015 to właśnie Wiedeń gościć będzie piosenkarzy z całej Europy, więc przygotowują się do tego wydarzenia z wielką pieczołowitością - i nie można się dziwić. Polacy też mają powód do dumy. Do konkursu zakwalifikowała się polska piosenka, którą wykona niepełnosprawna piosenkarka Monika Kuszyńska (na zdjęciu z prawej strony).

Pragnę jednak nawiązać do kontrowersji, które zaczęły się tuż po wygranej przez Lady z brodą (na zdjęciu po lewej stronie) 59. Konkursu Piosenki Eurowizji w 2014 roku, chociaż prawidłowo raczej należy powiedzieć, po porażce polskiego utworu „My Słowianie”.Otóż okazało się, że nasi krajanie absolutnie nie umieją przegrywać i nie znają podstawowych zasad fair play. Tuż po koncercie posypały się docinki, Polacy wraz z polskimi mediami, błędnie interpretując pseudonim artystyczny Thomasa Neuwirth, okrzykęli artystę pogardliwą ksywką "kiełbasa". Już w zeszłym roku tłumaczyłam, że „Wurst”, to nie kiełbasa ani serdelek, a jeżeli już, to ewentualnie wędlina. W wolnym tłumaczeniu i odpowiednim kontekście ozancza to jednak, obojętność. „Jemanden wurst sein” tzn. komuś być obojętnym, „das ist mir wurst“, kompletnie mnie to nie interesuje. Conchicie jest wurst co o niej mówią i swoim pseudonimem daje do zrozumienia krytykantom, że ma ich głęboko z tyłu pod sukienką.

Pewna znana mi młoda osoba polskiego pochodzenia, dyplomowana tancerka i jednocześnie studentka Uniwersytetu Wiedeńskiego, obracająca się w kręgach i artystycznych i studenckich, musiała wysłuchać i tu i tam, masę docinków oraz dowcipów na temat seksistycznego wystąpienia polskiej reprezentacji. Biuściate panienki z prowokująco głębokimi wycięciami, pochylały się nad balią i wlewały sobie wodę w dekolty lub też ubijały bijakiem masło w maselnicach trzymając je między udami. Na oficjalnym muzycznym wideoclipie reklamującym piosenkę, oblizywały dodatkowo aluzyjnie śmietanę. Scenka niczym z filmu porno. Nic więc dziwnego, że młodzi ludzie różnych narodowości, których w zasadzie dziś trudno zadziwić i jeszcze trudniej zbulwersować, sprowadzili występ Polek na interwizji do roli tych panienek, które w tej profesji przyczyniły się do reklamy naszego kraju. Polska ekipa stała się tematem kpin i rubasznych komentarzy. Tymczasem rodacy wykazali kompletny brak samokrytyki, w zamian za to udowodnili mocną dawkę samouwielbienia. Dziewczyny okrzyknęli jako figlarne, reklamujące „zdrową Polkę”, do zenitu oburzając się na Lady z brodą, którą najprędzej należało ukamieniować. Czyżby podwójna moralność, czy lepiej określić językiem polskiej literatury, moralność Pani Dulskiej?

Minął rok i myślałam, że emocje z porażki ucichły, a tu czytam z niedowierzaniem nadesłany mi link z artykułem o protestach kieleckich polityków w sprawie sabatu czarownic(!), w kontekście pierwszego występu Conchity w Polsce. 

Osobiście nie jestem zwolenniczką Conchity z prostej przyczyny - od poprzedniej piosenki nie zaśpiewała żadnej, która by mnie urzekła. Popieram jednak sztukę w dobrym wydaniu, szanuję talent i profesjonalizm i tylko takimi kategoriami oceniam artystów. Mnie również jest wurst czy jest to artysta czarny, czy żółty, mężczyzna czy niepełnosprawna kobieta, Żyd czy Polak. 

Wszystko inne jest polityką, dulszczyzną i dewoctwem. Przypomnę, że świat przeżywa Conchitę nie po raz pierwszy. Obok kilka zdjęć „dzieci kwiatów” z okresu światowej rewolucji lat sześćdziesiątych, proklamującej bunt młodych, odrzucających normy społeczne – tzw. Hippisów.

 

 

 

 

 

Natomiast izraelska wokalistka Dana International (zdjęcie po lewej), a właściwie Jaron Kohen, reprezentowała swój kraj dwukrotnie (w 1998 i 2011 roku) na Eurowizji. W wieku 13 lat odkryła, że jest transseksualistką. 

Została laureatką Konkursu Piosenki Eurowizji w 1998 lecz wtedy nikomu nie przeszkadzało, że jeszcze pięć lat wcześniej była mężczyzną, gdyż w 1993 roku poddała się operacji zmiany płci. 

Czy oznacza to, że świat się cofa? Przecież Polacy nigdy nie dali się do końca złamać, przekręcić: przetrwali zabory, niemiecką i sowiecką okupację, radzili sobie z komunistyczną propagandą, a wśród krajów demoludu żyli arogancko najswobodniej. Więc chyba dzisiaj nie zaczną dążyć do tego, aby kobietom zaboniono prowadzić samochod, czy też ludzi odmiennej orientacji zamknąć w więzieniach psychiatrycznych. Bądźmy zatem tolerancyjni dla odmienności, tak jak wyrozumiali jesteśmy dla niepełnosprawnych artystów na wózku inwalidzkim czy też paraolimpijczyków. 

Życzę naszym Czytelnikom oraz sobie, a szczególnie kandydatce reprezentującej Polskę, pani Monice Kuszyńskiej, wygranej. Będę za nią trzymać kciuki! Ale na Boga, nawet jeśli odpadnie uszanujmy to i cieszmy się z sukcesów innych, których głos i melodia zapadnie nam długo w pamięci, tak jak w zeszłoroczna przepiękna piosenka Rise Like a Phoenix Conchity Wurst. 

Przeżyjmy ją jeszcze raz: 

Ponieważ każdy ma prawo do swojego zdnia, dla porównania i zasady "My Słowianie":

Poniżej mój wpis na Facebooku

"My Słowianie kontra Conchita Wurst! 
Szanowni bloggierzy! 
Reprezentuję stowarzyszenie austriackie "Kocham Polskę" i nie tylko reprezentuję, ale faktycznie to robie. Oglądałam występ naszych dziewczyn i trzymałam za nie kciuki. Muszę jednak zwrócić uwagę na najistotniejszą sprawę. To był konkurs piosenki i w tym przypadku kształty pięknych Polek , czy też broda Conchity były drugo- (być może pięcio)- planowe. Oceniano pisenki!!! Piosenka "My Słowianie" była po prostu słaba, beznadziejny tekst, słaba aranżacja, słabiutka choreografia, jedynie piękne kostiumy i erotyka - bo przecież należy to powiedzieć - był zamiar aby tym nadrobić. I nadrobiły kwalifikując się do finału i tym należy się cieszyć. Natomiast Lady z brodą zaśpiewała piękną balladę i dała popis absolutnego profesjonalizmu, pod każdym względem: wspaniały głos, utrafiony każdy ton, scenografia, efekty świetlne, stoicki spokój, gra aktorska... tylko broda jej się nie udała, ale to już jej sprawa. 
Cieszyłabym się gdyby Polki wygrały (niestety!), więc cieszę się że wygrała Conchita i wstyd mi za te wszystkie polskie mało obiektywne komentarze i za to, że Polacy nie oddali ani jednego punktu na (jak mówią) Kiełbasę (to też o czymś świadczy). Tu muszę wyjaśnić; po pierwsze "Wurst" to w j. niem. nie kiełbasa tylko wędlina, po drugie w wolnym tłumaczeniu wyraz ten oznacza "obojętność". Tak więc Conchicie " ist alles Wurscht", czyli ma w nosie nawet te nieobiektywne opinie.
Jestem pewna, że przyjdzie taki moment, że uda się wygrać Polsce. Tymczasen Donatan jest na tyle nieobiektywny, że w przeciągu paru minut usunął ten komentarz ze swojej strony. Donatanie! Każdy ma prawo do swojego zdania. Należy umieć przegrywać z podniesionym czołem, a nie opluwać zwycięzcę. 
Tym akcentem życzę miłego dnia.